http://www.serwer1891866.home.pl/jp/

:: Metropolie bez piłkarskich wizytówek (część 1)
Artykuł dodany przez: Kuba (2020-03-08 20:09:43)



Metropolie bez piłkarskich wizytówek (część 1)


W piłce nożnej często dochodziło do sytuacji, w których wielkie miasta nie doczekały swojego godnego reprezentanta. Mieszkańców dużo, a w świecie piłki nożnej znaczą niezwykle mało – często skrzywdzeni przez historię, nierozważne zarządzanie klubem czy też przez zwykły kryzys sportowy. Są wśród nich też kluby, które swego czasu rzeczywiście występowały w najwyższej klasie rozgrywkowej (nierzadko nawet z sukcesami), ale dzisiaj albo walczą o egzystencję, albo borykają się w niższych ligach. Oczywiście działa to we dwie strony – sztandarowym przykładem kontrastu jest niemieckie Hoffenheim, mała wieś z Badenii-Wirtembergii, która liczy sobie niewiele ponad 3 tys. mieszkańców. Dzięki zamożnemu sponsorowi nie przeszkadza to jednak tamtejszemu TSG 1899, aby od ponad dekady występować w Bundeslidze (a nawet plasować się w top 3, tak jak w sezonie 2017/18!) W poniższym zestawieniu porównamy jednak największe miasta w różnych krajach europejskich, których kluby nie występują na dwóch pierwszych poziomach rodzimych rozgrywek. Weźmiemy pod uwagę zarówno własne podwórko, jak i czołowe ligi Europy (Niemcy, Anglia, Hiszpania, Włochy i Francja). W pierwszym wydaniu opiszemy przypadki polsko-niemieckie. Zapraszamy do lektury.

POLSKA

Zaczynamy od boisk Ekstraklasy. Historia polskiej piłki oferuje całą paletę przypadków, kiedy to klub z niewielkiej mieściny (czy nawet wsi) w całkiem niezły sposób występował na najwyższym poziomie rozgrywkowym. Ba, potrafił nawet awansować do europejskich pucharów! Kto nie pamięta heroicznych bojów w Pucharze UEFA Dyskobolii Groclin Grodzisk Wielkopolski z fenomenalnym Milą, Rasiakiem czy Niedzielanem? W sezonie 2003-04 na prowincję przyjeżdżały wówczas wielkie firmy, takie jak Hertha Berlin, Manchester City czy Girondins Bordeaux ... Małe miasto z województwa wielkopolskiego nie liczy sobie nawet 15 tys. mieszkańców (14 644 tys. mieszkańców; stan na czerwiec 2018), a obecnie występuje już tylko w klasie okręgowej (szósty poziom rozgrywkowy).



Andrzej Niedzielan (z prawej) w walce o piłkę z Dickiem van Burikiem z Herthy. Polski napastnik występował na co dzień przed czterotysięczną publiką, podczas gdy na mecze Holendra przychodziło nawet 50 tys. widzów!

W pucharach wielokrotnie nasz kraj reprezentowała także Amica Wronki – klub, który niedługo potem dokonał fuzji z Lechem Poznań i w następstwie kompletnie się rozpadł, funkcjonując już jedynie jako grupa młodzieżowa. Występowała tam prawdziwa plejada późniejszych zawodników Lecha – wystarczy tutaj wymienić nazwiska Wasilewskiego, Wojtkowiaka, Wołąkiewicza, Kikuta, Murawskiego, Pitrego, Dudkę, Bosackiego czy Dembińskiego. Klub reprezentowało również wielu niegdysiejszych reprezentantów Polski, takich jak choćby Arkadiusz Bąk, Marek Zieńczuk, Jarosław Bieniuk, Paweł Skrzypek, Dariusz Gęsior, Marcin Burkhardt, Grzegorz Szamotulski, Jerzy Podbrożny … Można wymieniać i wymieniać co potwierdza tylko fakt, że dość młody klub (założony w 1992 roku, awans do Ekstraklasy w 1995 roku) niemal zawsze zaliczał się do miana czołowych drużyn ligi. Obok samej Amiki (jedna z najbardziej renomowanych firm sprzętu AGD) i największego w Polsce zakładu karnego to właśnie klub piłkarski był wizytówką miasta, które w 2016 roku liczyło sobie zaledwie 11 305 tys. mieszkańców. Fani sportowego romantyzmu z kolei kochają przypominać sobie przypadek Niecieczy – tamtejszy klub Bruk-Bet Termalica Nieciecza występował w Ekstraklasie przez 3 sezony w latach 2015-18. Mimo tego, że drobna, małopolska wieś w 2015 roku liczyła sobie zaledwie 700 mieszkańców, to dzięki zamożnemu sponsorowi w postaci producenta kostki brukowej klub napisał bajkową historię i w ciągu zaledwie 7 lat awansował z czwartego poziomu rozgrywkowego do piłkarskiej idylli. Mimo, że ostatecznie zespół wylądował w I lidze, to pozostawił po sobie niezłe wrażenie, a w pamięci kibicom najbardziej zapaść powinno zwycięstwo nad Legią Warszawa 3:0 w marcu 2016 roku.



Dawid Plizga świętuje trzecią bramkę w meczu z Legią.

Przykładów wielkiej piłki w małych polskich miastach bez liku, ale jak nietrudno zgadnąć, nie brakowało odwrotnych sytuacji. Nie wierzycie? Przekonajcie się!



1. BYDGOSZCZ, czyli odbudowa podupadłego rycerza
Jeśli chodzi o miasto Bydgoszcz, to zajmuje ono 8 miejsce w Polsce jeśli chodzi o liczbę ludności (366 452 tys. mieszkańców), nieznacznie za chociażby Szczecinem, Gdańskiem czy Poznaniem. Gród Kazimierza Wielkiego kojarzony jest głównie z terenami wodnymi, takimi jak rzeka Brda czy Kanał Bydgoski. Wizytówką miasta jest BKS Polonia Bydgoszcz – żużlowy klub, w którego barwach występowała niegdyś ikona tego sportu, Tomasz Gollob. To tutaj na świat przyszedł Zbigniew Boniek. Prym w piłce nożnej, jeśli chodzi o region (województwo kujawsko-pomorskie) wiedzie w nim aktualnie Grudziądz – to tamtejsza Olimpia występuje wśród wszystkich miast na najwyższym poziomie rozgrywkowym (I liga). Zawisza Bydgoszcz to natomiast klasyczny przypadek klubu, który poprzez złe zarządzanie spadł na samo dno i aktualnie próbuje się odbudować praktycznie od zera – póki co, wychodzi im to całkiem nieźle. Latem 2016 roku, na koniec sezonu 2015/16 rozgrywek I ligi popularnej „Zawce” klub nie przyznał licencji, co oznaczało upadek klubu. Zarządzającą wówczas klubem spółkę akcyjną przejęło stowarzyszenie piłkarskie i klub zaczął zupełnie nowy rozdział swojej historii – startując od całkowitego punktu zero, czyli od rozgrywek B Klasy. Trzeba przyznać, że klub całkiem sprawnie wydobywa się z nicości i po dwóch awansach z rzędu występuje aktualnie na szczeblu IV ligi (piąty poziom rozgrywkowy), w grupie kujawsko-pomorskiej. „Rycerze Pomorza” w ciągu ostatnich 10 lat zdołali się zapisać w karcie historii polskiej piłki. Upadek groził im już w 2010 roku, a jednak dzięki ówczesnemu awansowi do I ligi klub zyskał prężnego inwestora w postaci Radosława Osucha i już w sezonie 2012/13 zespół świętował promocję do Ekstraklasy, w której poprzednio występował prawie 20 lat wcześniej (w sezonie 1993/94). Debiutancki sezon w najwyższej klasie rozgrywkowej był dla bydgoskiego zespołu wybitnie udany – klub zajął na koniec 8 miejsce w lidze i po zaciętym boju okraszonym rzutami karnymi triumfował w finale Pucharu Polski nad Zagłębiem Lubin.



Jeszcze w 2014 roku Zawisza sięgał po trofeum - później bydgoski klub czekały już tylko chude lata.

Zawisza był wówczas zespołem złożonym w głównej mierze z doświadczonych krajowych ligowców, takich jak Wahan Geworian, Sebastian Dudek, Paweł Strąk, Wojciech Kaczmarek czy Hermes (Brazylijczyk z polskim paszportem). Nie brakowało też rewelacji sezonu – nieprzeciętnym talentem błysnął Michał Masłowski (sprzedany później do Legii Warszawa), doskonałą formę z rozgrywek I-ligowych utrzymał ponownie ściągniety z Lecha Poznań Kamil Drygas, a dla pozyskanego z Ruchu Chorzów Igora Lewczuka tamten okres był kamieniem milowym – to on był najsilniejszym punktem zespołu, to on wykorzystał decydujący rzut karny w finale Pucharu Polski i to on zasilił później nie tylko szeregi Legii, ale i reprezentacji Polski. Ewenementem był też przypadek Sebastiana Ziajki – piłkarz, który zadebiutował w Ekstraklasie dopiero w wieku 28 lat jako pomocnik Podbeskidzia, tym razem pełnił rolę podstawowego lewego obrońcy. Zawodników zza granicy było ledwie kilku, ale odgrywali oni kluczowe role i byli pewnymi punktami drużyny trenera Ryszarda Tarasiewicza – zaliczyć można do nich chociażby Luisa Carlosa, Bernardo Vasconcelosa, Herolda Goulona czy Andre Micaela. Po sezonie Tarasiewicza (który nie przedłużył kontraktu z klubem i trafił do Korony) zastąpił Jorge Paixao i na początku wciąż wydawało się, że klub idzie w dobrym kierunku. Zwycięstwo Superpucharu Polski po triumfie nad Legią (3-2) było jednak tak naprawdę jednym z niewielu dobrych momentów klubu w sezonie 2014/15. Po szybkim odpadnięciu z Ligi Europy po bataliach z belgijskim SV Zulte Waregem i serii beznadziejnych wyników trenera Paixao szybko zastąpił były szkoleniowiec Lecha Poznań – Mariusz Rumak. Już wtedy było wiadomo, że klub będzie walczyć o utrzymanie a przyczyny dopatrywano się w złej polityce transferowej klubu opartej na pozyskiwaniu dużej ilości Brazylijczyków i Portugalczyków. Po fatalnej rundzie jesiennej klub na wiosnę wyglądał dużo lepiej, ale nie zdołał uchronić się przed spadkiem. Nie pomógł zimowy atak transferowy polegający na ściągnięciu takich zawodników, jak Luka Marić, Bartłomiej Pawłowski, Ivan Mayevskiy, Josip Barisić czy Jakub Świerczok – wszyscy z nich zanotowali niezłą rundę, ale strata okazała się nie do nadrobienia. Klub jeszcze w kolejnym sezonie zajął 5 miejsce w I lidze, ale był to ostatni akord w historii klubu, który musiał się rodzić na nowo. W sumie „Niebiesko-Czarni” wystąpili łącznie w 14 sezonach na najwyższym szczeblu rozgrywkowym, po raz pierwszy w roku 1961. Jak na ironię losu, to nie Zawisza uchodzi obecnie za suwerena w Bydgoszczy – tamtejsze Chemik i BKS nie są klubami z aż tak wielkimi tradycjami, ale również występują w IV lidze i plasują się nawet wyżej w tabeli niż bardziej utytułowany sąsiad. Oprócz Zawiszy i Chemika, w Bydgoszczy funkcjonuje jeszcze cały szereg innych klubów – wymienić tutaj należy Polonię (aktualnie klasa okręgowa; szósty poziom rozgrywkowy), Gwiazdę (A Klasa), Amatora, Golden Goal i Piaski (B Klasa).



2. LUBLIN, czyli kluby dwa, ale piłkarsko wciąż prowincja
„W kinie, w Lublinie – kochaj mnie” - śpiewał kiedyś zespół „Brathanki”. Mieszkańcy Lublina z reguły kochają tamtejszą Lubliniankę lub Motor, ale na ekstraklasowe kino w postaci transmisji w Canal+ obydwa kluby muszą jeszcze trochę poczekać. Stolica województwa Lubuskiego od lat jest wyjałowiona z wielkiej piłki, a ostatnio smak rozgrywek najwyższej klasy rozgrywkowej mogła poczuć w 1992 roku (kiedy z ligi wspadał wspomniany Motor). Miasto zajmuje 9 miejsce, jeśli chodzi o liczbę ludności (360 044 tys. mieszkańców), wyprzedzając chociażby podlaski Białystok. Mimo, że w piłce nożnej miasto nie może poszczycić się niczym szczególnym, to jednak znane jest w obszarach innych sportów – MKS Lublin wielokrotnie zdobywał Mistrzostwo Polski jeśli chodzi o kobiecą piłkę ręczną, natomiast w żużlowej ekstralidze popularnością cieszy się Speed Car Motor Lublin. To w nadbystrzyckim mieście powstał zespół „Budka Suflera”, ludzi zabawiać zaczął kabaret „Ani Mru Mru”, a browar „Perły” przyciągał swoim chmielowym zapachem niejednego amatora tamtejszych trunków. Lublinianka Lublin występuje obecnie w IV lidze (piąty poziom rozgrywkowy), natomiast Motor Lublin klasę wyżej (III liga). Ten drugi klub nie tak dawno, bo w 2010 roku pożegnał piłkarskie zaplecze, spadając z drugiej klasy rozgrywkowej (I ligi) do trzeciej. Zdziwienie musi budzić stagnacja popularnych „Motorowców”, którzy posiadają doskonałą infrastrukturę, duży stadion (Arena Lublin może pomieścić aż 15 tys. kibiców, z reguły frekwencja waha się pomiędzy 1 a 2 tys. widzów), wsparcie od miasta i stabilną sytuację finansową. Ciężko określić, dlaczego klub posiadający wprost ekstraklasowe warunki cały czas tkwi w szarzyźnie, ale w tym sezonie może on poczynić krok do przodu – piłkarze Motoru plasują się na 3 pozycji, ale mają tyle samo punktów, co liderujące rezerwy Korony Kielce. W rundzie jesiennej występowało aż trzech zawodników, którzy przez lata występowali nie tylko w Ekstraklasie, ale i w reprezentacji Polski – Tomasz Brzyski ma za sobą 7 występów w kadrze w latach 2010-14, natomiast Grzegorz Bonin może poszczycić się pojedynczym występem w biało-czerwonych barwach (w 2006 roku za kadencji Pawła Janasa). Tercet weteranów uzupełnia Rafał Grodzicki. Lista klubów wszystkich zawodników jest niemal równa liczbie wszystkich zespołów występujących w Ekstraklasie – Brzyski na najwyższym szczeblu rozgrywkowym występował w Górniku Łęczna, Koronie Kielce, Ruchu Chorzów, Polonii Warszawa, Legii Warszawa, Cracovii Kraków i Sandecji Nowy Sącz, Bonin w Koronie Kielce, Górniku Zabrze, Polonii Warszawa, ŁKS-ie Łódź, Pogoni Szczecin i Górniku Łęczna, natomiast Grodzicki w GKS-ie Bełchatów, Ruchu Chorzów i Śląsku Wrocław. Co ciekawe, wiosną w barwach Motoru występować będzie tylko Grodzicki, bowiem Bonin i Brzyski przeszli do … rywala zza miedzy, czyli właśnie do Lublinianki (!) Nie jest to z pewnością awans sportowy, ale obydwaj zawodnicy do najmłodszych już nie należą (Brzyski ma lat 38, Bonin – 37). Z pewnością jest to jednak sympatyczna historia – transfer nawet nie wewnątrz ligi, ale wewnątrz miasta.

„Żółto-Biało-Niebiescy” mają zdecydowanie większe doświadczenie odnośnie gry w Ekstraklasie (9 sezonów), ale to Lublinianka jest starszym klubem – powstała w 1921 roku, podczas gdy Motor dopiero w roku 1950. Największą gwiazdą w historii „Wojskowych” był legendarny trener Kazimierz Górski, który przewodził Lublinianką w sezonie 1963/64. Trenerem Motoru był natomiast jego późniejszy podopieczny w reprezentacji Polski, Lesław Ćmikiewicz. W obydwu klubach reprezentantów nie brakowało – w Lubliniance występowali m.in. Roman Korynt, Jakub Wierzchowski, Arkadiusz Onyszko czy Leszek Jezierski (inny wybitny szkoleniowiec), zaś barwy Motoru przywdziewali Jacek Bąk, Grzegorz Bronowicki, Marcin Burkhardt, Damian Kądzior, Kazimierz Węgrzyn, Leszek Pisz, Piotr Nowak czy Władysław Żmuda. Całkiem ładny zestaw, prawda? Bardzo ciekawym przypadkiem jest postać Kądziora – aktualnego reprezentanta Polski, który wyróżnia się w tym gronie z tego względu, że występował tam jeszcze 6 lat temu. Motor występował wówczas w II lidze i to tam po raz pierwszy eksplodował talent obecnego zawodnika Dinama Zagrzeb. W Lublinie jest jeszcze trzecia siła w postaci Sygnału Lublin, który występuje aktualnie w A Klasie.



Damian Kądzior w barwach Motoru Lublin zanotował 46 meczów i 8 goli.



3. TORUŃ, czyli czy forma na boisku dorówna formie na pierniki?
Dawno, dawno temu Mikołaj Kopernik poparł teorię heliocentryzmu mówiącą o tym, że to Słońce jest środkiem Wszechświata, a pozostałe planety je obiegają. Miasto, z którego wywodzi się wybitny astronom – Toruń, od lat niestety nie kręci się w świecie wielkiej piłki. Dość powiedzieć, że ostatni raz w piłkarskiej elicie klub z tego miasta reprezentowany był … jeszcze przed wybuchem II wojny światowej, w 1928 roku. Był to wówczas rozwiązany 3 lata później zespół TKS-u Toruń, który po spadku i balansowaniu pomiędzy drugim i trzecim poziomem rozgrywek został przejęty przez Pomorzanina Toruń. Zespół ten występuje aktualnie w IV lidze (piąty poziom rozgrywkowym) i dość sensacyjnie lideruje w swojej grupie, wyprzedzając o 4 punkty ekię – nomen omen – Lidera Włocławek.

Miasto Toruń jest szesnaste, jeśli chodzi o liczbę ludności (208 717 tys.) i wyprzedza chociażby mające swoich reprezentantów w Ekstraklasie Kielce, Gliwice, Zabrze czy Płock. Jest jednym z najstarszych miast w Polsce, chociaż za sprawą Bydgoszczy nie jest największe w województwie kujawsko-pomorskim. Już od średniowiecza słynie z pierników, które stały się wręcz symbolem nadwiślanego miasta. Piłkarskim hegemonem nie jest tutaj wspomniany Pomorzanin, ale tamtejsza Elana, której od jakiegoś czasu marzy się gra na wyższym poziomie, niż tylko drugi szczebel rozgrywek. Najbliżej byli w roku 1997, kiedy to minimalnie zostali wyprzedzeni przez szczecińską Pogoń i zajęli na koniec sezonu 3 miejsce (awansowały dwie drużyny, oprócz „Portowców” z pierwszego awansu w historii klubu cieszył się również Groclin Grodzisk Wielkopolski). Gwiazdą zespołu był wówczas Jarosław Maćkiewicz, który później dostąpił zaszczytu gry w Ekstraklasie – zapisał solidną kartę w Lechu Poznań (42 mecze i 16 goli) i nieco mniej spektakularną w Wiśle Płock (42 mecze i 5 goli na poziomie Ekstraklasy). Dwa sezony później, w 1999 roku, Elana spadła do III ligi i już nie udało się jej wrócić nawet na drugi front. Był wówczas najepszym zawodnikiem popularnych „Elanowców”, ale w składzie nie zabrakło również innych zawodników, którzy liznęli gry na wyższym poziomie – na szerokie wody udało się wypłynąć również Tomaszowi Reginisowi (występy w Polonii Warszawa), Przemysławowi Boldtowi (Polonia, Ruch, Widzew), Tomaszowi Ciesielskiemu (Polonia, Widzew, Zagłębie Sosnowiec) i Krzysztofowi Kretkowskiemu (Wisła Płock). Przez krótki czas w Elanie występował nawet były reprezentant Polski, Jacek Grembocki. Kilka lat żółto-niebieskich barw bronił również Marcin Thiede, który trafił do klubu mając za sobą grę w I-ligowym Zawiszy oraz na mistrzostwach europy U-16 w 1993 roku, gdzie nasza reprezentacja zdobyła złoty medal. Co ciekawe, w Toruniu przyszedł na świat Piotr Parzyszek – jeden z architektów Mistrzostwa Polski zdobytego w zeszłym sezonie przez Piasta Gliwice. Urodził się tam również pomocnik Wisły Płock Damian Rasak oraz były zawodnik Pogoni Szczecin, występujący obecnie w belgijskim Waasland-Beveren Jakub Piotrowski. Najbardziej znanym torunianinem spoza świata sportu wydaje się być natomiast aktor Bogusław Linda.

Po spadku zespół się nie odbudował. Szybko wylądował w IV lidze, a później przez parę lata popadł w przeciętność, przez dłuższy czas występując na trzecim poziomie rozgrywek. W roku 2013 nastąpił krach – zespół spadł na czwarty poziom rozgrywek, a następnie nawet na piąty. Sinusoidalna droga toruńskiego klubu skończyła się jednak dwoma awansowi i zespół dziś plasuje się w środku tabeli II ligi mając przy tym chrapkę na zawalczenie o miejsca barażowe, które umożliwiłyby ewentualny powrót na drugim poziom rozgrywek. W szeregach Elany nie brakuje znanych nazwisk – szkoleniowcem jest Bogusław Pietrzak, który niegdyś prowadził na szczeblu Ekstraklasy takie drużyny, jak ŁKS Łódź, Ruch Chorzów czy Pogoń Szczecin. Dyrektorem sportowym został niedawno Jacek Bednarz – były reprezentant Polski, którego gol z IFK Goteborg dał swego czasu awans do Ligi Mistrzów Legii Warszawa, pierwszy awans polskiego klubu do tych rozgrywek. Jeśli chodzi o piłkarzy, to najbardziej znanym wydaje się świeżo wypożyczony z Korony Kielce Paweł Sokół – 20-letni bramkarz, który parę lat temu terminował nawet w Manchesterze City. W zespole występują także mający na swoim koncie występy w Lechu Poznań Krzysztof Kołodziej oraz były piłkarz Pogoni Szczecin, Filip Kozłowski. Liderem zespołu jest 35-letni pomocnik Mariusz Kryszak, prawdziwy weteran, który przez wiele lat występował na boiskach I-ligowych – w barwach Olimpii Grudziądz, Bytovii Bytów i Chojniczanki Chojnice.

Mimo minimalnych, ale wciąż teoretycznych szans na awans, piłka nożna nie cieszy się zbytnią popularnością w Toruniu – na ostatni domowy mecz ze Zniczem Pruszków przyszło zaledwie 300 widzów, co przy liczbie mieszkańców miasta i pojemnością stadionu (6 tys. miejsc) jest dosyć zatrważające. Chlubą miasta można prędzej uznać KS Toruń S.A. – klub żużlowy, który 4-krotnie zdobywał tytuł Mistrza Polski. Sukcesy w hokeju na lodzie odnosi z kolei KS Toruń HSA, natomiast koszykarski klub Polski Cukier Toruń ma na swoim koncie tytuły dwóch wicemistrzów polski. Piłkarscy kibice natomiast wciąż oczekują nawet chociażby na śladowe sukcesy Elany. W mieście wyróżnić można jeszcze dwa inne, dużo mniejsze kluby piłkarskie – Start Toruń i Opatrunki Toruń występują na boiskach B Klasy.

Czy wiesz, że …
Największe miasto, którego klub nigdy nie występował w najwyższej klasie rozgrywkowej, to Zielona Góra. Największą dumą miasta jest Lechia (niedawno również pod nazwą Falubaz), której najwyższym poziomem rozgrywek była II liga (ostatnio sezon 1998/99). Dalsze miejsca pod tym względem zajmują Ruda Śląska (Slavia, Grunwald) i Gorzów Wielkopolski (Warta, Stilon).


NIEMCY

Co słychać u naszych zachodnich sąsiadów? I tutaj nie brakuje paradoksów – przykład Hoffenheim został już wspomniany, natomiast niektóre wielkie aglomeracje od lat nie mogą się dobić do bram Bundesligi. Wystarczy nadmienić, że rozgrywki te reprezentują kluby z Paderborn, Augsburga czy Fryburga, które pod względem ludności zdecydowanie odbiegają chociażby Lublinowi. Warto przybliżyć jeszcze sytuację popularnego „Hoffe” - jest ona bardzo podobna do sytuacji Niecieczy, bowiem i w tym wypadku, za sukcesami staje bogaty sponsor. Od wielu lat właścicielem klubu jest prężny przedsiębiorca Dietmar Hopp, który był jednym ze współzałożycieli wielkiej firmy informatycznej SAP. Hopp przejął „Wieśniaków” ponad 30 lat temu (w 1989 roku), kiedy klub występował w Kreislidze – tamtejszym odpowiedniku siódmej ligi. Klub w latach 90-tych bardzo powoli, ale systematycznie czynił postępy – przełom rozwoju nastąpił w roku 2000, kiedy to klub awansował najpierw z Verbandsligi (V liga) do Oberligi (IV liga), a już rok później świętował awans do III-ligowej Regionalligi. Kolejnym ważnym punktem w historii Hoffenheim był rok 2007, kiedy to klub awansował do II Bundesligi, a po zaledwie jednym sezonie i po prawdziwej fali wzmocnień (do klubu trafili chociażby Demba Ba, Luiz Gustavo czy Vedad Ibisević) wywalczył awans do Bundesligi. Mimo, że nie zawsze było różowo (w 2013 roku Hoffenheim walczyło jeszcze o utrzymanie w barażach z Kaiserslautern), zespół trzyma się w Bundeslidze do dziś. Gdy mała wieś koło badeńskiego Sinsheim przeżywała niesamowite chwile, niektórzy wielcy magnaci mogli jedynie spoglądać z zazdrością lub rozgoryczeniem … W przypadku Niemiec przyjmiemy tym razem dane z 2018 roku.



1. ESSEN, czyli zardzewiała fabryka mistrzów
Essen jest miastem położonym w Nadrenii Północnej-Westfalii i zarazem dziesiątym miastem w Niemczech pod względem ludności (583 109 tys.). Różnica między takimi miastami jak Dortmund (sąsiad z kraju związkowego) czy Lipsk, jest tutaj naprawdę niewielka. Jest to miasto przemysłowe, głównie ze względu na ulokowane w nim Zagłębie Ruhry, ale obfituje także w liczne przedsiębiorstwa i siedziby instytucji finansowych i handlowych. Jest trzecim największym miastem w swoim kraju związkowym, zaraz po wspomnianym Dortmundzie i stolicy, Dusseldorfie. W mieście dużą renomą cieszą się klub hokejowy Moskitos Essen oraz TUSEM Essen – zespół piłki ręcznej, który aż trzykrotnie zdobywał mistrzostwo Niemiec (lata 1986, 1987 i 1989).

Największym klubem piłkarskim w mieście jest Rot-Weiss Essen – założony w 1907 roku zespół, który aktualnie piastuje 3 miejsce w Regionallidze West (czwarty poziom rozgrywek). Na awans nie ma praktycznie szans, bowiem przewaga liderującego SV Rodinghausen wynosi aż 15 punktów, a do 3 ligi wchodzi tylko jeden team. Najbardziej znanym zawodnikiem w szeregach trenera Christiana Titza wydaje się być Dennis Grote, który zaznał kiedyś smaku gry w Bundeslidze w barwach VfL Bochum – ba, strzelił nawet kiedyś bramkę w Monachium wielkiemu Bayernowi! „Czerwono-biali” ostatnie wyniosłe chwile przeżywali w roku 2006, kiedy to awansowali do II Bundesligi. Przygoda trwała wówczas krótko, bo zaledwie jeden sezon, a klub na dobre wypadł z piłkarskiej elity. W swojej bogatej przeszłości ma jednak za sobą również grę na etapie Bundesligi, jednak było to dość dawno (sezon 1966/67, 1969/70, 1970/71 oraz lata 1973-77). Zespół występował także na pierwszym poziomie rozgrywkowym jeszcze przed utworzeniem Bundesligi, kiedy to za top uchodziła najpierw Gauliga Niederrhein, a następnie Oberliga West. Nie zmienia to jednak faktu, że klub z liczącego niemalże 600 tys. mieszkańców miasta ostatni raz w najwyższej dywizji występował ponad 40 lat temu. Wielkie momenty klub przeżywał jednak w 1994 roku, kiedy to sensacyjnie, jako klub zaledwie II-ligowy, awansował do finału Pucharu Niemiec. Tam lepsi okazali się dopiero zawodnicy Werderu Brema. Tego Werderu, który jeszcze rok wcześniej celebrował tytuł mistrzowski i który reprezentowany był przez takich piłkarzy, jak Mario Basler, Wynton Rufer, Marco Bode czy Andreas Herzog. Jedynego gola dla podopiecznych nieżyjącego już trenera Wolfganga Franka zdobył wtedy Daouda Bangoura, który przebył dość interesujący szlak i był dowodem mocno kreatywnego scoutingu – pochodzący z Gwinei zawodnik trafił do niemieckiego klubu z jugosławskiej Dubravy Zagrzeb. Za ogromny talent uchodził wówczas Kristian Zedi, rdzenny mieszkaniec miasta Essen, chłopak stamtąd, który jednak przez kontuzje nie zrobił szumnie zapowiadanej kariery. Z tamtej ekipy wybił się natomiast Mathias Jack – obrońca z Lipska, który nie tylko zanotował sezon w I lidze w barwach Bochum, ale także całkiem sporo pograł w szkockim Edynburgu dla tamtejszego Hibernian (ponad 100 meczów w latach 1999-03). Zamiast iść za ciosem, „czerwono-biali” zaczęli zataczać sinusoidę – do III ligi spadli jeszcze w tym samym sezonie, w którym świętowali awans do finału DFB-Pokal. Później jeszcze trzy razy wracali do II Bundesligi – miało to miejsce w sezonach 1996/97, 2004/05 i 2006/07, a za każdym razem kończyło się to ponownym spadkiem. W międzyczasie klub borykał się ze sporymi problemami – w 1998 roku przeżył mocną porażkę sportową, kiedy to wylądował w IV lidze (pierwszy raz w historii!) i tylko dzięki pozyskaniu sponsora uniknął bankructwa. W 2005 roku spadek był natomiast okraszony negatywnym wyczynem, jakim był spadek bez ani jednego zwycięstwa na wyjeździe. Nie potrafił się temu przeciwstawić nawet Bjarne Goldbaek – były reprezentant Danii, który występował m.in. w Premier League w barwach Chelsea i Fulhamu. Jedynym zawodnikiem, który potrafił zabłysnąć w tych trzech okresach gry w II lidze był Angelo Vier – sezon 1996/97 kończył on co prawda jako spadkowicz, ale także jako … król strzelców ligi (udało mu się powtórzyć ten wyczyn rok później w barwach FC Gutersloh). Sezon 2006/07 również zakończył się spadkiem, ale w pamięci kibicom z pewnością powinien zostać mecz z FC Koln, który ekipa Lorenza-Gunthera Kostnera wygrała aż … 5:0.



Ostateczny spadek przelał jednak czarę goryczy. Klub w roli dyrektora sportowego zatrudnił byłego reprezentanta kraju – Thomasa Stunza, który zapowiadał 5-letni plan powrotu na II-ligowe boiska. Projekt spalił jednak na panewce, a do tego popadł w długi – w 2010 roku RW Essen było o krok od upadłości, jednak w ostatniej chwili przesłał wymagane dokumenty i mógł przystąpić do rozgrywek w V lidze (najniższy poziom rozgrywkowy w historii klubu).

Nie sposób, by przez ponad 100-letnią historię klubu nie przewinęło się przez niego kilka wybitnych postaci – trenerem zespołu w latach 1967-68 był chociażby Erich Ribbeck, który później pełnił rolę selekcjonera reprezentacji Niemiec. Występował tam również Mistrz Świata z 1990 roku – Frank Mill, a w drużynach młodzieżowych piłkarskie szlify przez 5 lat (2000-05) zbierał zawodnik Arsenalu Londyn – Mesut Ozil, który to samo trofeum celebrował w roku 2014. Grono Mistrzów Świata uzupełnia jeszcze Helmut Rahn – złoty medalista z 1954 roku i prawdziwa legenda niemieckiej piłki, który dla Rot-Weiss strzelił w sumie 88 goli w 201 meczach (lata 1951-59). W RWE przez 3 sezony występował też potężnie zbudowany, blondwłosy napastnik Horst Hrubesch, będący z kolei Mistrzem Europy z roku 1980. Polskich akcentów w historii klubu również nietrudno się doszukać – można tutaj wymienić Radosława Kałużnego, Waldemara Matysika, Romana Geschlechta czy Tomasza Zdebela. Wszystkich czterech zawodników łączy dość wyrafinowany, ale niechlubny wyczyn – wszyscy mają na swoim koncie … spadek z westfalskim klubem do III ligi. Czy przyszłość klubu rysuje się w kolorowych barwach? Ciężko powiedzieć, gdyż stagnacja trwa już prawie dekadę – od 2011 roku klub nieprzerwanie występuje w IV lidze. Mimo dużych tradycji, mieszkańcy Essen pewnie jeszcze będą musieli długo poczekać, zanim na mieszczący prawie 21 tys. ludzi Stadion Essen zawita I liga.

Drugą siłą miasta poza Rot-Weiss Essen jest … Schwarz-Weiss Essen („czarno-biali”), który występuje w V-ligowej Oberlidze Niederrhein. Klub ten w swojej historii nie wyściubił jednak nosa poza II ligę i nie może pochwalić się tak bogatą historią jak swoja sąsiadka zza miedzy, ale wychował m.in. Jensa Lehmanna i Olivera Bierhoffa, późniejszych reprezentantów Niemiec.



2. DUISBURG, czyli zebry na zakręcie
Duisburg, tak jak Essen, położony jest w Nadrenii Północnej-Westfalii (czyżby klimat Zagłębia Ruhry nie sprzyjał wszystkim klubom w regionie?) Liczy sobie 498 590 tys. mieszkańców, co czyni go piętnastym największym miastem Niemczech pod względem populacji. Ze względu na lokację w nadreńskim mieście od zawsze dominował przemysł hutniczy i produkcja stali, które w ostatnich latach są jednak systematycznie wypierane przez nowoczesne technologie. Stąd też w Duisburgu odsetek bezrobocia ocenia się jako bardzo wysoki. Nie brakuje tutaj akcentów sportowych – w mieście organizowane były Mistrzostwa Europy Juniorów w Lekkoatletyce w 1973 roku, istnieją tu również drużyny hokejowe (Fuchse Duisburg), kobiecej piłki nożnej (KBC Duisburg), a nawet water polo (ASC Duisburg). Najbardziej znanym klubem sportowym jest jednak ten z sekcji piłkarskiej – Meidericher Spielverein 02 e.V. Duisburg, czyli po prostu MSV Duisburg. Położenie geograficzne i dłuższy brak egzystencji w Bundeslidze to w sumie jedyne podobieństwa względem Essen – przede wszystkim tamtejsze MSV reprezentowało w sumie Bundesligę przez aż 28 sezonów (z czego nieprzerwanie przez lata 1963-82), a aktualnie występuje w 3 lidze. Teoretycznie fotel lidera, który dumnie zajmują aktualnie popularne „Zebry” powinien napawać kibiców dużą dozą optymizmu. Zważywszy na huśtawkę nastrojów, jaką piłkarze Duisburga fundują swoim ulubieńcom w ostatnich latach fani spoglądają na swoich pupili już raczej sceptycznie. Klub od lat balansuje jednak na krawędzi II i III ligi, a ostatnie występy w piłkarskiej elicie miały miejsce w sezonie 2007-08. Wówcas podopieczni Rudiego Bommera wspaniale zainaugurowali sezon pokonując na wyjeździe Borussię Dortmund 3:1, ale w przebiegu całego sezonu byli najzwyczajniej w świecie za mało konkretni i ostatecznie spadli z ligi z ostatniego miejsca. Nie pomogło wówczas zatrudnienie byłego króla strzelców Bundesligi – Ailtona, a jego rodak Roque Juniora, Mistrz Świata z 2002 roku, również nie okazał się opoką linii obronnej. Ciężar gry na swoje barki brał przede wszystkim specjalista od rzutów wolnych, lider i kapitan tamtego zespołu – Bośniak Ivica Grlić, który aktualnie jest dyrektorem sportowym klubu. Nietrudno zgadnąć, że od tamtych czasów w Duisburgu trochę się pozmieniało (minęło w końcu prawie 12 lat) – trenerem klubu jest Torsten Lieberknecht, który w 2013 roku sensacyjnie prowadził do Bundesligi Eintracht Brunszwik. W drużynie najbardziej znanym nazwiskiem wydaje się być Marvin Compper – jednokrotny reprezentant Niemiec, który w swojej bogatej karierze występował chociażby w Borussii Monchengladbach, Hoffenheim, Fiorentinie, Celtiku czy RB Lipsk. Chorwacki napastnik Petar Slisković strzelał kiedyś gole w Bundeslidze w barwach Mainz, ale najlepszym strzelcem z dorobkiem 17 goli jest aktualnie lewoskrzydłowy Moritz Stoppelkamp. Rutynowany, 34-letni piłkarz nie tylko ma przeszłość I-ligową, ale wpisał się do historii Bundesligi ze względu na gola dla Paderborn przeciwko Hannoverowi 96 w 2014 roku. Wychowanek Viktorii Buchholz strzelił wtedy bramkę z odległości … 83 metrów! Jak do tego doszło? Hannover przegrywał 0:1 i postawił wszystko na jedną szalę, wypuszczając bramkarza Rona-Roberta Zielera pod pole karne rywali. Rzut rożny nie przyniósł pożądanego efektu a piłka wybita przez Uwe Hunemeiera trafiła do Stoppelkampa, który po przyjęciu piłkę na klatkę piersiową natychmiastowo huknął z własnej połowy. Piłkarz gości Hiroki Sakai jeszcze w rozpaczliwy sposób próbował dogonić piłkę, jednak nie miał większych szans.



W swojej historii Duisburg ani razu nie wygrał żadnego znaczącego trofeum, jednak bywało blisko. W 1964 roku klub świętował Wicemistrzostwo Niemiec, natomiast do finału Pucharu Niemiec dochodził aż czterokrotnie – w latach 1966, 1975, 1998 i 2011. W roku 1998 w barwach „niebiesko-białych” występował nawet Tomasz Hajto, ale nie udało mu się uchronić swojej drużyny przed porażką z wielkim Bayernem Monachium. Ogólnie przez klub przewinęła się dość spora liczba Polaków – wymienić tu można chociażby Adama Bodzka (obecnie Fortuna Dusseldorf), Tomasza Bobela, Wojciecha Kałużnego, Jarosława Araszkiewicza, Mirosława Spiżaka, Rafała Grzelaka, Piotra Reissa czy Tomasza Zahorskiego. Oprócz „Gianniego”, na poziomie Bundesligi występowało jednak tylko dwóch rodaków – Bodzek grał tam w sezonach 2005/06 i 2007/08, natomiast Piotr Reiss strzelał bramki dla MSV w sezonie 1999/00. W bogatej historii dość wiekowego klubu (założony w 1902 roku) nie zabrakło także innych, ciekawych nazwisk – to tam piłkarsko dojrzewali Thomas Strunz i Michael Tarnat, późniejsi reprezentanci Niemiec i Bayernu Monachium. Przez 3 lata w Duisburgu występował także Stig Tofting – twardy duński pomocnik, który po zakończeniu kariery szukał swojego szczęścia w sportach walki. Nie ma się temu co dziwić – uczestnik dwóch MŚ (w 1998 i 2002 roku) słynął z wybuchowego charakteru i swego czasu trafił nawet do więzienia za pobicie pracowników restauracji. W sezonie 2005/06 w klubie krótko występował również Ahn Jung-Hwan, reprezentant Korei Południowej, który swego czasu wprawił w płacz całe Włochy - jego gol w 2002 roku wyrzucił za burtę ekipę Trapattoniego z finałów Mistrzostw Świata. Gdy Ahn opuszczał zespół, jego szeregi zasilił natomiast Rumun Iulian Filipescu – były piłkarz Galatasaray i Realu Betis, mający na swoim koncie występy na dwóch turniejach Mistrzostw Europy oraz na MŚ'98 we Francji. Przez klub przewinęło się również wielu zawodników, którzy choć w innych zespołach brylowali, to jednak w Duisburgu się kompletnie nie sprawdzili. Na pewno można do nich zaliczyć słowackiego generała środka pola Lubomira Moravcika – jedną z gwiazd reprezentacji Czechosłowacji na Italia'90. Filigranowy zawodnik błyszczał w barwach klubów Ligue 1 (Saint-Etienne, Bastia) i Celtiku, ale w Duisburgu wytrzymał zaledwie pół roku, gdzie w 5 meczach furory nie zrobił.



Lubomir Moravcik był w Saint-Etienne bliskim kolegą Piotra Świerczewskiego. W Niemczech nie potwierdził reputacji jednego z najlepszych pomocników Ligue 1.

Również Norweski technik „Mini” Jakobsen, który był niegdyś uznawany za jednego z najlepszych piłkarzy w swoim kraju, w Duisburgu kompletnie się nie sprawdził. Po transferze z Young Boys Berno w 1993 roku rozegrał tam zaledwie 2 mecze i przez belgijskie Lierse wrócił do Rosenborga, gdzie przeżywał wspaniałe chwile w Lidze Mistrzów. Pokładanych nadziei nie spełnił wówczas także Austriak Ivica Vastić – piłkarz, który pogrążył Polskę swoim golem z rzutu karnego w ostatnich minutach meczu na EURO w 2008 roku. Urodzony w Splicie napastnik przyszedł do Duisburga z Admiry Wacker w przerwie zimowej sezonu 1993/94 – trenowany przez Ewalda Lienena zespół był wówczas beniaminkiem, a przez pewien czas przewodził nawet w tabeli z … ujemnym bilansem bramkowym. Vastić nie dołożył swojej cegiełki do ściągnięcia fatum, gdyż w 10 meczach ani razu nie pokonał bramkarza rywali i szybko wrócił do Austrii. Gdy w 1994 roku działacze MSV podpisywali kontrakt z Rogerem Ljungiem, wydawało się, że linia defensywy „Zebr” będzie miała obrońcę na lata. W tamtym okresie Ljung był bowiem podstawowym piłkarzem reprezentacji Szwecji i tureckiego Galatasaray. Nic bardziej złudnego – Ljung po rozegraniu 13 meczów zakończył karierę zostając agentem piłkarskim, a MSV z hukiem wylądowało w II lidze. Ze statusem gwiazdy występował przychodził wówczas do MSV Rosjanin Igor Shalimov. Wielokrotny reprezentant kraju został pozyskany z Interu Mediolan, gdzie w ciągu dwóch sezonów rozegrał aż 50 meczów. Ciężko powiedzieć, czy to sam zawodnik nie dopasował się do stylu gry, czy po prostu najzwyczajniej w świecie nie miał z kim grać – możliwe, że w grę wchodziły obydwa czynniki. W latach 90-tych w barwach Duisburga występował również późniejszy król strzelców i legenda Herthy Berlin – Michael Preetz. O ile II-ligowy, okraszony awansem sezon 1992/93 był dla 7-krotnego reprezentanta kraju dość udany (17 goli w 42 meczach), o tyle Bundesliga go wówczas nieco przerosła i w 23 meczach trafiał zaledwie 2 razy. Po transferze do Wattenscheid wylądował w Hercie, gdzie stał się maszyną do strzelania goli. Powyższe przykłady tylko pokazują, że nawet najbardziej utytułowani zawodnicy nie potrafili uzyskać w Duisburgu statusu legend. Takową był natomiast Bernhard Dietz – Mistrz Europy z 1980 roku z reprezentacją Niemiec, który w Duisburgu występował przez 12 lat (1970-82). Żaden artysta, raczej twardy, bezwzględny rzemieślnik, idealnie odpowiadający wartościom fanów MSV. Jako dowód docenienia wystarczy nadmienić, że jego pseudonim boiskowy „Ennatz” nosi aktualnie maskotka klubu. To nie piłkarscy wirtuozi, a fighterzy z krwi i kości najbardziej zapadali w pamięć sympatykom klubu – jednym z nich był Joachim Hopp, defensor, który w latach 1990-98 wystąpił dla Duisburga w 132 meczach. Przebył on niezwykłą drogę – będąc niewyróżniającym się, 23-letnim napastnikiem przeszedł z amatorskiego VfvB Ruhrort-Laar do amatorskiej ekipy MSV. Grę w piłkę łączył wówczas z pracą na nocnej zmianie. Po niespełna 2 latach trener Willibert Kremer dał mu szansę gry w pierwszym składzie na pozycji … obrońcy. Z roku na rok wyrobił sobie markę ulubieńca trybun i miejsce w podstawowym składzie „Zebr”. Wobec swojej gry był samokrytyczny, jak sam przyznał w jednym z wywiadów, nie był żadnym technikiem, na boisku żył z siły, a po jego wślizgach widownia wariowała. To właśnie ta wola walki, nieustępliwość i autentyczność sprawiły, że Hopp w Duisburgu jest bardziej ceniony niż Ailton, Moravcik czy Vastić.



Ailton był jednym z wielu nieudanych transferów Duisburga na przełomie ostatnich lat. Udało mu się zdobyć jednak jedną bramkę, a strzelił ją ... Werderowi Brema, czyli ekipie, w której zrobił niegdyś największą karierę.

Poza MSV w mieście występują jeszcze SV Genc Osman Duisburg, Duisburger SV oraz FSV Duisburg – wszystkie te kluby występują w Landeslidze Niederrhein, czyli na szóstym poziomie rozgrywek. W tym ostatnim zespole występuje nawet były reprezentant Maroka Adil Chihi, który nie tak dawno reprezentował barwy m.in. FC Koln i Fulhamu Londyn. FSV jest zresztą w najlepszej sytuacji – zajmuje 2 miejsce i walczy o awans do Oberligi. SV Genc Osman Duisburg plasuje sięna 6 miejsce, natomiast Duisburger SV walczy przed utrzymaniem zajmują obecnie 15 miejsce w tabeli.

Czy wiesz, że …
W 1996 roku o krok od transferu do MSV Duisburg był … Pavel Nedved, późniejsza ikona Juventusu Turyn. Czeski pomocnik był praktycznie dogadany z niemieckim zespołem tuż przed Mistrzostwami Europy, jednak postanowił wstrzymać się z transferem do końca turnieju. Był to przysłowiowy strzał w „10” - pomocnik Sparty Praga poprowadził swoją reprezentację do finału EURO 96 i swoją fenomenalną grą przyciągnął uwagę dużo większych klubów. Ostatecznie, zamiast do beniaminka Bundesligi, trafił za 3,5 mln. euro do włoskiego Lazio Rzym.




3. WUPPERTAL, czyli aspiryna, lwy i pogromca Dudka
Wuppertal to miasto położone w – nie zgadniecie – Nadrenii Północnej-Westfalii! Wydaje się, że ten kraj związkowy jest nieco na bakier z piłką nożną, ale to tylko pozory – jest bowiem największym pod względem ludności w całych Niemczech, a poza tym obfituje w wiele innych, bardziej „piłkarskich” miast, takich jak Kolonia, Dusseldorf, Dortmund czy Gelsenkirchen. Wuppertal przed laty było miastem skoncentrowanym na przemyśle włókienniczym, jednak w latach 70-tych stracił on na wartości ze względu na rosnący postęp rynku tekstylnego. Miasto jest siedemnaste pod względem wielkości w kraju naszych zachodnich sąsiadów – w 2018 roku liczyło sobie 354 382 tys. mieszkańców. To w Wuppertal dzieciństwo spełnił znany z programu „Europa da się lubić” Steffen Moller, na świat przyszedł tutaj również założyciel wielkiego koncernu chemiczno-farmaceutycznego Bayer AG znanego z zastosowania aspiryny – Friedrich Bayer. Jest to siedziba wielu klubów sportowych, takich jak chociażby Bergischer HC (zespół piłki ręcznej występujący w Bundeslidze), BTV Wuppertal (wielokrotny mistrz Niemiec w koszykówce kobiet), czy też Bayer Wuppertal (zespół piłki siatkowej). Piłkarskim reprezentantem miasta jest natomiast występujący obecnie w Regionallidze West (IV liga) zespół Wuppertaler SV. Zespół został założony w 1954 roku występował na poziomie Bundesligi w latach 1972-75, a w swoim pierwszym sezonie na ligowym topie zajął nawet 4 miejsce i rywalizował w Pucharze UEFA z … Ruchem Chorzów! W dwumeczu lepsza okazała się wówczas polska drużyna, która u siebie pokonała WSV 4:1, natomiast w rewanżu uległa rywalom 4:5. wieloletni piłkarz Bayeru Leverkusen, występujący obecnie w VfB Stuttgart Gonzalo Castro. Po spadku „Lwy” na dobre wypadły z piłkarskiej orbity – całe lata 80-te ich sawanną była III liga, a w 1992 roku wróciły jeszcze na dwa sezony na drugi poziom. Później było już tylko gorzej – po balansowaniu pomiędzy Regionalligą i Oberligą klub popadł w poważne problemy finansowe – tamtejsze towarzystwo ubezpieczeń nie opłacało składek i w 1999 roku Wuppertal musiał występować w IV lidze. W 2003 roku klub wrócił do III ligi i po fuzji z miejscową Borussią Wuppertal miał apetyt na awans do II ligi. Plany wzięły jednak ostatecznie w łeb, choć w pewnym momencie było naprawdę blisko – w sezonie 2006/07 klub był o krok od awansu do II Bundesligi, jednak w ostatniej kolejce nieszczęśliwie uległ ekipie Kickers Emden. Później już było tylko gorzej – po spadku do IV ligi w 2010 roku nastąpiła kilkuletnia faza marazmu, a wskutek ponownego krachu finansowego w 2013 roku klub cudem uratował swój byt na piłkarskiej prowincji. Drużynę przejął przedsiębiorca Klaus Matthies i po trzech latach na piątym pułapie Wuppertal powrócił do Regionalligi i aktualnie zajmuje 14 miejsce. Cel w tym sezonie dla podopiecznych Pascala Bielera jest jasny i klarowny – walka o utrzymanie. Drużyna jest bardzo młoda i niedoświadczona, a najbardziej doświadczonym zawodnikiem jest obrońca Silvio Pagano – Niemiec z włoskimi korzeniami i rodowity wuppertalczyk, który ma za sobą grę w II Bundeslidze w barwach Carl Zeiss Jeny (prawie 15 lat temu!) Sam Bieler natomiast nie był piłkarzem wybitnym, ale może się poszczycić grą na poziomie Bundesligi – przed laty notował występy dla Herthy Berlin i FC Nurnberg. O ile kadra Wuppertaler SV nie rzuca na kolana, to warunki do gry są całkiem przystępne – Stadion am Zoo może pomieścić ponad 23 tys. widzów.



W Wuppertal urodziło się kilka znanych w świecie futbolu postaci. Można tutaj przywołać wspomnianego już wcześniej Ericha Ribbecka – popularny „Sir Erich” wychował się w Wuppertal i grał w tamtejszym WSV. W tym samym miejscu parędziesiąt lat później na świat przyszedł Gonzalo Castro – pomocnik z VfB Stuttgart, bardziej kojarzony z występów w Bayerze Leverkusen, Borussii Dortmund i reprezentacji Niemiec. W sezonie 1992/93 w Wuppertal występował koreański napastnik Hwang Sun-Hong – kolejny po Vasticiu zawodnik, który wprawił nasz naród w rozpacz. To właśnie on w 2002 roku pokonał Jerzego Dudka otwierając wynik inauguracyjnego meczu MŚ pomiędzy Polską a Koreą Południową (0-2). W 2004 roku swoją bogatą karierę w Wuppertal kończył były reprezentant Polski i srebrny medalista IO'92 – Andrzej Kobylański. 9 lat później piłkarską karierę w tym samym miejscu rozpoczynał … obrońca Wisły Kraków – David Niepsuj, który rozegrał w sezonie 2013/14 2 mecze w rozgrywkach V-ligowej Oberligi. Pozostałe polskie akcenty w tym klubie to chociażby Mariusz Luncik (były bramkarz m.in. GKS-u Katowice i Lecha Poznań), Waldemar Matysik (brązowy medalista MŚ'82), Michael Bemben (wieloletni obrońca VfL Bochum mający na swoim koncie również występy w Górniku Zabrze) czy Mieczysław Szewczyk (były reprezentant Polski i legenda Ruchu Chorzów). Legendarnym zawodnikiem klubu był z kolei Horst Szymaniak – były reprezentant Niemiec na przełomie lat 50-tych i 60-tych, który swego czasu występował nawet w naszpikowanym gwiazdami Interze Mediolan. Piłkarzem WSV w latach 1992-96 był także Czech Frantisek Straka (miał później też w klubie epizod trenerski), który poza grą w reprezentacji kraju ma na swoim koncie również przygodę trenerską w Arce Gdynia – niestety, nie zdołał on w 2011 roku uchronić nadmorskiego klubu w Ekstraklasie.

Poza Wuppertaler SV w mieście działa jeszcze kilka pomniejszych klubów, a za druga siłę uważa się Cronenberger SC – ekipa, która broni się obecnie przed spadkiem z Oberligi Niederrhein, do której awansowała w zeszłym roku. Co ciekawe, klub jest o … 50 lat starszy niż bardziej renomowany sąsiad, ale od lat pozostaje w jego cieniu. Jedynym zawodnikiem w historii, któremu udało się wybić w barwach CSC był Uwe Stover, występujący w latach 90-tych w barwach Bayeru Leverkusen i VfL Bochum.

Czy wiesz, że …
Największe miasto w Niemczech, którego klub nigdy nie występował w najwyższej klasie rozgrywkowej, to Bonn. Tamtejsze Bonner SC ma na swoim koncie jedynie grę w II Bundeslidze w sezonie 1976/77. Dalsze miejsca pod tym wzgledem zajmuje Wehen (SV Wehen Wiesbaden) i Kilonia (Holstein Kiel).


Już niedługo druga część serii „Metropolie bez piłkarskich wizytówek” - czy omówimy fenomen miast angielskich? Francuskich? A może włoskich? Szczegóły już niedługo, bądźcie z nami!

Kuba


adres tego artykułu: http://www.serwer1891866.home.pl/jp//articles.php?id=16